Club Jandía Princess na Fuerteventurze - dla kogo ten hotel i co oferuje poza basenem
Półwysep Jandía - więcej niż hotelowa plaża
Kiedy po raz pierwszy poleciałam na Fuerteventurę, od razu skierowałam się na południe - na półwysep Jandía. To miejsce ma w sobie coś z surowego, kanaryjskiego piękna: jałowe wzgórza, niekończące się plaże i ocean w odcieniach turkusu, który przy mocnym wietrze zmienia się w roztańczoną taflę. Hotel Club Jandía Princess, choć formalnie leży w urbanizacji Butihondo przy Playa de Esquinzo, jest doskonałą bazą wypadową do odkrywania całego tego zakątka.
Od razu wyjaśnię - nie spodziewajcie się, że zejdziecie z leżaka prosto na piasek. Budynki stoją na wzniesieniu, a na plażę wiedzie ścieżka albo schody. Dla mnie to akurat zaleta: widok z góry na ocean i klifowe wybrzeże potrafi naprawdę zachwycić. Sama Playa de Esquinzo to szeroka, piaszczysta plaża, która w dni z silniejszym wiatrem przyciąga spacerowiczów, a gdy pasaty odpuszczają - zamienia się w kameralne kąpielisko. Mimo że hotel przyciąga głównie gości z opcją all inclusive, zachęcam, żeby choć raz wyjść poza resort i poczuć ten prawdziwy, nieoszlifowany klimat Jandíi.
Dla rodzin - przedsionek oceanu i mała farma
Rodzinna część Club Jandía Princess to trzy baseny, w tym płytkie brodziki, przy których można spędzić cały dzień, nie martwiąc się o nic. Menu w restauracjach jest tak skomponowane, że nawet najbardziej wybredny kilkulatek znajdzie coś dla siebie - od prostych makaronów po świeże owoce i ryby. Z mojego doświadczenia z wysp wiem, że kluczem do udanego urlopu z dziećmi są nie tylko baseny, ale i drobne atrakcje, które urozmaicą dzień. Tutaj takim smaczkiem jest Mini-Club i mała farma ze zwierzętami, gdzie najmłodsi mogą pogłaskać kozy czy nakarmić kurczaki. Jest też ogródek warzywny - niby nic wielkiego, ale dla malucha to spora frajda.
Trzeba jednak pamiętać, że teren resortu jest rozległy, a z wózkiem dziecięcym może być momentami pod górkę - zwłaszcza jeśli planujecie codzienne zejścia na plażę. Schody i nierówności sprawiają, że nosidełko albo chusta bywają wygodniejsze. Wieczorem można wziąć udział w Mini-Disco, a później, kiedy dzieci już zasną, rodzice mogą skorzystać z opcji dopłaty i wejść do strefy Adults Only. Hotel podaje stawkę około 5 € dziennie za taką przepustkę, ale przed wyjazdem warto sprawdzić, czy ta kwota się nie zmieniła.
Tylko dla dorosłych - basen z widokiem i chwila oddechu
Dla mnie, jako rezydentki Teneryfy, strefa Adults Only w Club Jandía Princess to jeden z lepszych pomysłów, na jakie wpadły kanaryjskie hotele. Nie chodzi tylko o ciszę i brak pluskających się dzieciaków, ale o całą atmosferę. Trzy baseny - w tym jeden chill-out i jeden nudystów - jacuzzi, bar przekąskowy i strefa wellness z sauną oraz łaźnią turecką sprawiają, że można tu naprawdę odetchnąć. Leżaki są wygodne, a widok na ocean z basenu relaksacyjnego potrafi skutecznie wyłączyć gonitwę myśli.
Jeśli macie ochotę na więcej ruchu, naprzeciwko hotelu działa centrum tenisowe Match Point - dwa korty padlowe i kilka tenisowych są do wynajęcia. Siłownia znajduje się właśnie w części dla dorosłych i według informacji hotelu jest czynna od 10:00 do 18:00. Masaże i zabiegi kosmetyczne to już wydatek dodatkowy, ale czasem warto. Pamiętajcie tylko, że dostęp do strefy wellness i basenów Adults Only z poziomu części rodzinnej jest płatny - choć kwota nie jest wysoka, to przy tygodniowym pobycie może uzbierać się niezła sumka, dlatego jeśli zależy Wam przede wszystkim na spokoju, od razu celujcie w pokój w tej części hotelu.
Sotavento i wiatr - plaże, które trzeba zobaczyć
Plaże Sotavento to wizytówka południowej Fuerteventury. Rozciągają się na kilka kilometrów między Costa Calma a Morro Jable, a ich poszczególne odcinki - La Barca, Risco del Paso, Mirador - zmieniają się nie do poznania w rytm pływów. Podczas odpływu woda cofa się tak daleko, że odsłania ogromną, płytką lagunę. Wtedy to prawdziwy raj dla rodzin z dziećmi i każdego, kto lubi brodzić po kolana w ciepłej wodzie. Gdy wraca przypływ i wzmaga się pasat, Sotavento staje się mekką kitesurferów i windsurferów - kolorowe latawce tańczą na wietrze, a na brzegu panuje sportowy, żywiołowy nastrój.
Dojazd z Club Jandía Princess zajmuje około piętnastu minut samochodem drogą FV-2. Trzeba zjechać w szutrową drogę - przy Risco del Paso znajdziecie prowizoryczny parking. Żadnych luksusów, ot, ubity piach i kamienie. Jeśli wypożyczyliście auto, unikajcie dni po deszczu, bo koleiny potrafią zaskoczyć.
Marta radzi
Zanim wybierzesz się na Sotavento, rzuć okiem na prognozę wiatru i godziny pływów. Przy odpływie laguna jest bajeczna dla maluchów, ale przy silnym wietrze piasek tnie niemiłosiernie - okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem to absolutna podstawa, nawet gdy słońce chowa się za chmurami.
Nie nastawiajcie się na typową infrastrukturę plażową z leżakami i barami co krok - tu liczy się przestrzeń i wolność. Warto zabrać ze sobą wodę i przekąski, bo najbliższy sklep może być kawałek drogi stąd. Mimo wszystko, widok laguny i szumu oceanu rekompensuje brak wygód.
Morro Jable i okolice - poza resortem
Gdy all inclusive zaczyna nużyć, a hotelowe baseny powszednieją, najlepszym pomysłem jest wypad do Morro Jable. To największy ośrodek na południowym krańcu półwyspu, który ma swój autentyczny, nieco senny charakter. Nadmorska promenada ciągnie się wzdłuż szerokiej plaży i jest idealna na spacer o zachodzie słońca - nie brakuje ławek, palm i małych kafejek, w których można wypić cortado, obserwując rybaków w porcie. Stara część miasteczka, oddalona od nadmorskiego zgiełku, zachowała bielone domy i wąskie uliczki, które przypominają, że Wyspy Kanaryjskie to nie tylko kurorty.
Z Club Jandía Princess dojedziecie tam w kilkanaście minut, a taksówka nie powinna nadwyrężyć wakacyjnego budżetu. Jeśli macie ochotę na dłuższą wycieczkę, warto podjechać do punktu widokowego przy latarni morskiej - panorama na ocean i góry to jeden z tych obrazków, które zostają w pamięci. Wracając, można wstąpić na kolację do jednej z rybnych restauracyjek przy porcie - świeża vieja a la plancha smakuje zupełnie inaczej niż hotelowy bufet.
Dla tych, którzy szukają alternatywy wobec resortowego schematu, Morro Jable i okoliczne plaże to dowód, że Fuerteventura ma znacznie więcej do zaoferowania. Niezależnie od tego, czy przyjechaliście tu z rodziną, we dwoje, czy w poszukiwaniu wiatru i aktywnego wypoczynku, półwysep Jandía daje dokładnie tyle swobody, ile sami sobie wymyślicie.
Czy Club Jandía Princess leży bezpośrednio przy plaży?
Hotel ma bezpośredni dostęp do Playa de Esquinzo, ale zejście prowadzi ścieżką lub schodami, bo budynki stoją na wzniesieniu. Plaża jest więc bardzo blisko, choć nie leży tuż przy basenie.
Czy hotel jest odpowiedni dla rodzin z małymi dziećmi?
Tak, część rodzinna oferuje płytkie baseny, mini-klub, plac zabaw i małą farmę. Trzeba tylko pamiętać, że teren jest rozległy, a dojście na plażę z wózkiem może być mniej wygodne.
Czy w Club Jandía Princess można korzystać z basenów dla dorosłych, mieszkając w części rodzinnej?
Osoby powyżej 18 lat z części rodzinnej mogą wejść do strefy Adults Only za dopłatą - według hotelu to około 5 € dziennie, ale warto potwierdzić aktualną stawkę przed przyjazdem.
Jak daleko jest z hotelu do Morro Jable?
Morro Jable leży na południowym krańcu półwyspu, kilka kilometrów od hotelu. Samochodem dojedziecie tam w kilkanaście minut, a taksówka też nie zrujnuje budżetu - przed wyjazdem sprawdźcie trasę, bo czas przejazdu zależy od tego, dokąd dokładnie jedziecie.
Więcej praktycznych informacji o Fuerteventurze - pogoda, plaże, noclegi, loty i dojazd - zebrałam w przewodniku po wyspie. Jeśli dopiero wybierasz kierunek, porównaj wszystkie Wyspy Kanaryjskie.



