Ile czasu potrzeba na zwiedzanie Bangkoku

Ile czasu potrzeba na zwiedzanie Bangkoku

Gdy zbierałam informacje o Bangkoku przed podróżą do Tajlandii, często słyszałam opinie, że na zwiedzanie tego miasta trzeba przeznaczyć maksymalnie dwa dni: zobaczyć ze dwie świątynie, pałac królewski, przejechać się tuk tukiem i ewentualnie wypić drinka w jednym z barów usytuowanych na ostatnich piętrach drapaczy chmur. A później uciekać już z tej metropolii, bo jest za duża, męcząca i w ogóle nic więcej ciekawego tu już nie ma. Znawcy Azji na hasło Bangkok kręcą nosem, że jakoś tu mało azjatycko, wszystko jest zbytnio zeuropeizowane i zrobione „pod turystów” niczym ceprostrada do Morskiego Oka. Z drugiej strony turyści przyzwyczajeni do równo przystrzyżonych londyńskich trawników i niemieckiej obsługi klienta narzekają, że w stolicy Tajlandii jest brudno, chaotycznie i co rusz coś brzydko pachnie. Nie przyłączę się do żadnej w powyższych grup. Za to chętnie zapisuję się do klubu zakochanych w Bangkoku. Na zabój.

Nie wyobrażam sobie, żeby można było poznać to miasto w dwa dni. Nie można. Za dużo tu jest ciekawych, fascynujących miejsc, od najsłynniejszych świątyń aż po garkuchnie i stragany na ulicy. Jeśli ktoś lubi nie tylko zwiedzać, odhaczając najważniejsze zabytki na liście, ale też faktycznie poznawać nowe miejsca, spróbować choć trochę zrozumieć, jak żyją mieszkańcy, poczuć atmosferę danego miejsca, to powinien przeznaczyć na Bangkok minimum tydzień.

Dobrze jest mieć ułożony wcześniej plan zwiedzania i dobrze też nie trzymać się tego planu jakoś wyjątkowo ściśle. I tak przez trzy dni nie mogliśmy dotrzeć do świątyni Wat Pho, bo zbyt wiele było ciekawych rzeczy po drodze. A to mały targ w pobliżu hotelu, gdzie chcieliśmy się przyjrzeć wszystkim egzotycznym owocom, potrawom i tanim wyrobom ze skóry, a to świątynia hinduska, a to występy ulicznych muzykantów, to znowu nie kończące się drapacze chmur, które tworzą fantastyczny miejski krajobraz.

Dziesięciomilionowa metropolia sprawia wrażenie, jak gdyby pośrodku sympatycznej, swojskiej wsi ktoś wystawił nagle cały las supernowoczesnych wieżowców. Pejzaż tworzą tu centra finansowe, handlowe, biurowce, hotele, eleganccy mieszkańcy wpatrzeni w ekrany swoich telefonów komórkowych, pracownicy biur, a tuż obok stragany i uliczni sprzedawcy wszystkiego co tylko da się sprzedać. Można się na tych straganach najeść do syta tradycyjnymi zupami i pysznym phad thai, ubrać od stóp do głów, kupić portfel, etui na telefon, słodkie, pokrojone mango, ciastka pieczone na ulicy, banany z grilla. Wieczorami, gdy ten uliczny biznes powoli zamyka swoje podwoje, patrzymy, jak pracownicy pobliskiego baru pod gołym niebem zabierają się za zmywanie naczyń w misce, wprost na na chodniku. I spłukują talerze za pomocą ogrodowego szlaucha. W Bangkoku big city life miesza się idealnie z prostym życiem.

Niemal wszystko wydaje się europejskim oczom niesamowite, nawet z pozoru tak banalna rzecz jak… instalacja okablowania. Wiszące nad ulicami, przy budynkach, nad głowami przechodniów plątaniny kabli, istne esy floresy i węzły gordyjskie wyglądają niczym dzieło awangardowego, a już na pewno szalonego, artysty. Kto nie zatrzymał się choć na chwilę, by podziwiać, kontemplować, szukać najlepszego ujęcia kabli, ten nie zna Bangkoku wcale. Mam nadzieję, że Tajowie nigdy nie zmienią tych instalacji i zostaną one wpisane na listę UNESCO.

Wybierając się do stolicy Tajlandii, trzeba koniecznie zarezerwować długie godziny na włóczenie się po uliczkach i zakamarkach, buszowanie po targach, wizytę w którymś z parków, rejs po rzece, obiad w ulicznej garkuchni, kawę w miłej knajpce i przyglądnie się życiu mieszkańców. Dobrze jest znaleźć nocleg w hotelu z basenem i w którymś z wyjątkowo upalnych dni podziwiać widok na miasto z perspektywy tafli wody albo leżaka, pijąc przy tym koktajl ze świeżo zmiksowanego mango. Zagadać do tubylców, nauczyć się po tajsku choćby „dzień dobry” i „dziękuję”. A zwiedzając główne atrakcje, na przykład świątynię Wat Arun, usiąść sobie spokojnie i popatrzeć na błyszczące w słońcu zdobione porcelaną wieże.

Tyle smaków, tyle miejsc, tyle kolorów, wrażeń. Trzeba czasu, żeby to ogarnąć. Zostawcie sobie na Bangkok więcej niż tylko dwa dni!

PS. W następnym odcinku z serii Tajlandia będzie o tym, co warto zobaczyć w Bangkoku.

4 thoughts on “Ile czasu potrzeba na zwiedzanie Bangkoku

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.