Zachód słońca na Gran Canarii

Zachód słońca na Gran Canarii

Lubię te wieczory. Słońce chyli się ku zachodowi i o tej porze roku nie chowa się jeszcze za oceanem tylko za postrzępionym i skalistym obrysem gór. Podczas kolejnych miesięcy, gdy zmieni nieco swoją wędrówkę po nieboskłonie, będzie co wieczór zatapiać się w morzu. Teraz wciąż jeszcze wybiera dyskretne górskie zbocza.

Zimą i wczesną wiosną ten spektakl ma więcej kolorów, barw, odcieni. Plączą się one z fantastycznym, zmieniającym się wiecznie kształtem chmur, przepędzanych tutaj niemiłosiernie przez wiejące z północy vientos alisios, czyli pasaty. Latem kolory o zachodzie nie są tak intensywne, blakną. To pewnie nasycone upałem powietrze powoduje to blaknięcie barw.

Lubię sobie siedzieć i tak zwyczajnie oraz niezwyczajnie, w zachwycie wielkim, oglądać to przedstawienie. Oczy wypatrują, stopy zanurzają się w nagrzanym od słońca w ciągu dnia piasku, płuca oddychają jakoś swobodniej. Porządny siorb herbaty z termosu, lipton o smaku owoców morza smakuje podle, jego zapach kojarzy się z płynem do zmywania naczyń, ale w tak pięknych okolicznościach przyrody nie ma to większego znaczenia. Następnym razem zrobię earl grey – przelatuje przez głowę. Gdzieś między moszczeniem tyłka na piasku, żeby było wygodnie, rozważaniem na temat herbaty i że już poniedziałek, i jak to szybko leci, kontemplowaniem kształtu chmur oraz powtarzaniem sobie, że trzeba kupić cebulę, gdzieś między tym wszystkim słońce zachodzi.

Na tej szerokości geograficznej zachód słońca trwa jakoś tak krótko. Szybko się ściemnia i bach, jarząca się kula już jest za horyzontem, a właściwie – z perspektywy ludzkiego oka – pod. Nie ma tego trwającego długo, znanego mi dobrze z Polski, zmierzchu. Przejście z dnia w noc odbywa się tu zdecydowanie szybciej.

Za to mamy ten luksus, że możemy je obserwować z różnych, nieodległych od siebie miejsc, diametralnie zmieniających perspektywę. Wystarczy, że ruszę się z tej mini zatoki uformowanej między północnym wybrzeżem a półwyspem La Isleta i dotrę na jakiś wysunięty na oceanie cypel. Słońce nie schowa mi się wtedy za grzbietami Gran Canarii, ale już gdzieś nad Teneryfą lub może nad taflą wody. Jeśli akurat będę na szczycie najwyżej góry, Pico de las Nieves, zobaczę to widowisko z wysokości niemal dwóch tysięcy metrów, ze słońcem poniżej, na poziomie morza.

 

Plażowe reakcje chemiczne

4 thoughts on “Zachód słońca na Gran Canarii

  1. Szkoda, że na wyspie słonce szybko zachodzi. My też lubimy popatrzeć sobie na zachód. Jednak po zdjęciu widać, że jakiś zachód słońca był 😉

    1. Zawsze jak jadę do Polski albo gdzieś do Europy, to się zachwycam, że tak długo trwa zmierzch 🙂

    1. Nie mogę się uwolnić od tego cytatu: “w tak pięknych okolicznościach przyrody”. Czekam na Twój opis i zdjęcia z zachodu słońca nad Twoim morzem. 🙂
      Pozdrowionka!!!!!!!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.