Z centrum wszechświata w Nowej Prowincji

Z centrum wszechświata w Nowej Prowincji

Nowa Prowincja w Krakowie to jedno z miejsc we wszechświecie, gdzie czas płynie najpiękniej. Można tu siedzieć godzinami. Łukowate sklepienie, chybotliwy, trochę jakby pijany wiatrak nad głową, strome schodki na antresolę, młodopolski portret nad barem, kawa z mlekiem owsianym dla tych, którzy nie mogą krowiego. I jeszcze te rozmowy, które same się toczą i nie trzeba ich ponaglać nic a nic. No i oczywiście smooth jazz płynący z głośników.

Zawsze poluję na ten stolik w pierwszej sali, w niewielkiej wnęce przy oknie, najbardziej urokliwy w całej knajpie. Niestety, ma on szalone powodzenie i najczęściej bywa zajęty. Zaszywam się wtedy na antresoli, w rogu nad barem. Towarzyszy mi tu lampka odziana w żółty abażur, dźwięki maszyny do kawy i zapach czegoś o smaku koperku. Na dole przy środkowym stoliku toczy się jakaś szalenie frapująca dyskusja, dolatują mnie jej strzępy: „zawsze jest pan i zawsze jest niewolnik”, „ty mówisz o Jozue”, „ja to widzę inaczej”, „jak było za komuny”, „gówniana emerytura”. Mam ochotę zejść i się dołączyć.

Kraków jest piękny jak zawsze, a właściwie to jeszcze piękniejszy, bo o wiele lepiej widoczny, gdy niezasłonięty tłumami turystów. Przez niecałe dwa tygodnie widziałam zaledwie jedną grupę Włochów i jedną grupę Francuzów z przewodnikami. Obcokrajowcy, gdy nagle jest ich mniej, znów wzbudzają ciekawe zainteresowanie, jak w 2001 roku, kiedy pierwszy raz zobaczyłam to miasto. Wydawało mi się wtedy, że nagle wylądowałam w międzynarodowej stolicy świata, która to stolica mieści się dokładnie wokół Sukiennic.

Teraz okazuje się, że podróżowanie w 2020 roku to jakby powrót do tamtych czasów. W wielu miejscach w Europie nie ma już tego nawału zwiedzających co w minionych kilku latach. Niezatłoczony krakowski Rynek, puste lotnisko w Zurychu, opustoszała większość, bo nie wszystkie, hiszpańskich plaż. Obrazy, które już od dawna trudno było zobaczyć. Nie wiem, co się stało z tymi wszystkimi ludźmi, gdzie się nagle schowali, nie spotkałam ich w Hiszpanii, Szwajcarii, Polsce, ani Słowacji przez które biegnie trasa mojej tegorocznej podróży. I która to podróż nie wiadomo, kiedy się skończy, bo mój lot został odwołany. Wciąż czekam na decyzje polskiego rządu, co też wymyśli na czas po piętnastym września, gdzie, dokąd i czy będzie można polecieć. Ale gdy się siedzi w Nowej Prowincji, to czekanie zupełnie nie nuży.

PS. To nie jest wpis sponsorowany.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.