Browsed by
Tag: fuerteventura

Wyluzowany jak Kanaryjczyk

Wyluzowany jak Kanaryjczyk

Siedzę sobie na Gran Canarii, konkretnie na południu wyspy, w turystycznym kurorcie Playa del Inglés. Siedzę sobie na balkonie jednego z budynków, nieopodal plaży. Sytuacja wygląda mniej więcej tak: świeci słońce, od czasu do czasu po niebie przepływają chmurki, jest gorąco, leniwie, spokojnie, turyści idą nad ocean, rozmowy po niemiecku plączą się z rozmowami po włosku. Ktoś chlapie i pluska w basenie obok, ktoś zaparkował na ulicy przy moim balkonie, wysiadł z auta i trzasnął drzwiami. Popijam łyk kawy, wciągam…

Read More Read More

Gorąco

Gorąco

Gorąco, upalnie, ukrop, kalima zmieszana z chmurami, a jeszcze zapowiadają deszcze. Na innych wyspach, na przykład na Gran Canarii już popadało. Teraz na Fuerteventurze w powietrzu unosi się dziwna niby-mgła. Suchy pył z Sahary związał się z wilgocią znad oceanu, horyzont się rozmywa, rozmywają się szczyty wulkanów. Przez cały dzień gorąco jak w piekle, wieczorem wreszcie upał lekko zelżał. Tuż przed dziewiętnastą wieczorem jest około trzydziestu stopni. I to już chłodno jest. Mózg się stapia, ciało się stapia, od tego…

Read More Read More

Zawodowa epopeja

Zawodowa epopeja

Potrafią trzymać w napięciu. Najpierw człowiek przez dwa miesiące siedzi przed komputerem i wysyła CV. „Dzień dobry, nazywam się, jestem taka i taka, chciałabym pracować, mam doświadczenie i mówię w suahili”. Wysyła się i wysyła, i nic. Można by jeszcze roznosić, ale trochę to skomplikowane mieszkać na Fuerteventurze i roznosić na Gran Canarii. Zatem czasem się na tę Gran Canarię wpadnie i gdzieś zaniesie, no ale szału nie ma. Przez niemal dwa miesiące cisza, a na znanym portalu z ofertami…

Read More Read More

Gdzie się kończy cywilizacja?

Gdzie się kończy cywilizacja?

Dla przeciętnego – o ile istnieją przeciętni – Europejczyka cywilizacja kończy się na Fuerteventurze. – O Boże, co wy tu robicie, przecież tu nic nie ma – słyszałam tysiące razy, a w słowie „nic” zawierają się takie osiągnięcia ludzkości jak na przykład stadion narodowy, muzeum sztuki współczesnej, do którego i tak nikt nie zagląda, ale fajnie, że jest, dyskoteki na każdym kroku, Ikea, korki uliczne, drapacze chmur i tym podobne wynalazki. Takich „nic” rzeczywiście nie ma. Do kina mam jakieś…

Read More Read More

Nie umiem parkować i nikogo to nie obchodzi

Nie umiem parkować i nikogo to nie obchodzi

Rozmawiałam dzisiaj przez telefon ze znajomym Polakiem, który mieszka na południu Fuerteventury. Tak się lubimy, więc mówił do mnie takim ciepłym i serdecznym tonem głosu. Coś tam sobie opowiadamy, a tu nagle on w ryk: – Ty ch……(hultaju)! Co mi tu zajeżdżasz!!!!! X#@*&^%***%!!!!!!!!!! I znowu do mnie, na powrót tym miłym tonem: – Wiesz co, nie mogę teraz rozmawiać, bo prowadzę. Pomyślałam sobie wtedy – oj, gdybyś Ty wiedział…, bo ja właśnie wysiadłam z samochodu, którego nie umiałam zaparkować. Właśnie dopiero…

Read More Read More

Czerwiec

Czerwiec

Czerwiec jest przepiękny. Jakie ma kolory, ile światła, jak pachnie. Wychodzi się na ulicę i w tym czerwcu, w tym czasie, w tym miejscu można zatonąć. Nad brzegiem zapach oceanu miesza się z ostrą wonią tłuszczu smażonych ryb i mięs z nadmorskich restauracji i knajp. Jest już sporo ludzi, ale jeszcze nie tyle by letni najazd turystów stał się przykry i męczący. Kolorowy tłum płynie ulicami. Zjechało pół Europy, Brytyjczycy, Włosi, Niemcy, Francuzi, Polacy, pełno tu Hiszpanów. I jeszcze przybyszów…

Read More Read More

Polityk, a nie obiecuje

Polityk, a nie obiecuje

W dniu, w którym w Polsce odbywały się wybory prezydenckie, w Hiszpanii były akurat wybory do lokalnych samorządów. Przez jakiś czas przed wyborami jeździły po całej gminie La Oliva na północy Fuerteventury takie samochody-katarynki. Jakiś taki odpowiednik starego polskiego żuka przemalowany w dziwne barwy, pooboklejany plakatami i z megafonem. A z tego megafonu potwornie głośno leciała muzyka, która wypisz wymaluj przypomina nasze swojskie disco polo, wymyśliłam sobie nawet termin canary disco. Skoczne melodie z refrenem Partido progresista majorerooooo, czyli Postępowa…

Read More Read More

Józek, gdzie my jesteśmy?

Józek, gdzie my jesteśmy?

Ludzie się mogą czasem zagubić. Sytuacja nr 1: Gdy pracowałam w hotelu w Costa Teguise na Lanzarote, przyszła kiedyś do recepcji turystka z Wielkiej Brytanii. Zapytała mnie, gdzie jest bar Sirocco. Nie wiedziałam, gdzie jest bar Sirocco, wyciągnęłam więc mapę, znalazłam tenże bar i wytłumaczyłam jej, jak tam trafić. Wpatrywała się w mapę dosyć długą chwilę, robiąc przy tym bezradną minę. W końcu podniosła wzrok znad mapy i rzekła: – Czy to tam, gdzie byliśmy wczoraj? Zdębiałam na tak postawione…

Read More Read More

Czy ma Pani męża?

Czy ma Pani męża?

– „Halo, czy na ten katamaran to mamy zabierać ręczniki?” Taki telefon obudził mnie dzisiaj przed siódmą rano – opowiadał mi kiedyś Młody Przystojny. Pracując w turystyce, człowiek musi rozwiązywać tysiące dramatycznych, naglących problemów i to nieistotne, która jest akurat godzina. Albo taka sytuacja, jesteśmy na imprezie z Młodym Przystojnym i innymi osobami. Jest tak mniej więcej 23.30, Młodemu dzwoni telefon. Telefon alarmowy, na który turyści mają dzwonić w sytuacji zagrożenia zdrowia, życia, czy jak ich ktoś okradnie. A to…

Read More Read More

Wieża Babel

Wieża Babel

Mieszka sobie człowiek w Polsce, mówi po polsku i jest dobrze. Czasem człowiek, jeśli chce, nauczy się angielskiego. Polska szkoła też jakoś ten angielski uczniom lepiej lub gorzej wciska, mówią więc niektórzy trochę więcej a niektórzy trochę mniej. Jest jeszcze w szkołach i drugi język, ale jako żywo nie znam osoby, która po przejściu całego systemu edukacji, od przedszkola po uniwersytet, mówiłaby biegle w dwóch językach obcych. Jak to zawsze powiadał mój znajomy Niemiec, który przez kilka dobrych lat mieszkał…

Read More Read More