Polacy za granicą i wyborczy ból głowy

Polacy za granicą i wyborczy ból głowy

Mało kto potrafi tak trzymać w napięciu jak ambasada polska w Madrycie wespół z hiszpańską pocztą. Już od ponad miesiąca, czyli od kiedy zarejestrowałam się jako wyborca, z utęsknieniem zaglądam do skrzynki, czekając na przesyłkę. Pakiet wyborczy przyjdzie na czas, nie przyjdzie? Zdążę odesłać? Skąd mam mieć pewność, że mój głos zostanie policzony? Głosowanie, zarówno w pierwszej jak i drugiej turze, przypomina bieg z przeszkodami.

Pierwsza tura.

Na szczęście rejestracja online w spisie wyborców w wyborach korespondencyjnych na terenie Hiszpanii idzie gładko. Na forach czytam skargi tych, którym tak prosto nie poszło.

Zaczyna się czekanie na pakiet wyborczy. Skoro się zarejestrowałam się piątego maja, a głosowanie ma się odbyć 28 czerwca, to jest sporo czasu, żebym dostała przesyłkę z Madrytu i odesłała ją na czas. Nic bardziej mylnego.

W poniedziałek wieczorem 22 czerwca znajduję w skrzynce pakiet. We wtorek biegnę więc na pocztę. Tam jednak dowiaduję się, że już za późno, by moja przesyłka tego samego dnia została wysłana z Wysp Kanaryjskich, zaś środa 24 czerwca to w Las Palmas dzień wolny od pracy. Najwcześniej więc moja koperta zostanie wysłana w czwartek, no ale nie ma gwarancji, że w piątek zostanie dostarczona. Jak nie w piątek, to dotrze w poniedziałek. Że w poniedziałek za późno? Pani na poczcie radzi poszukać sobie przesyłek kurierskich.

Biegnę przez pół miasta do biura DHL. Tam wysłuchuję, że środa 24 czerwca to dzień wolny od pracy, więc gwarancji nie ma. I że w ogóle to oni się specjalizują w przesyłkach międzynarodowych. Pani w biurze DHL radzi, żebym poszła do biura MRW, które specjalizuje się w przesyłkach wewnątrz Hiszpanii.

Biegnę przez pół miasta do biura MRW. Tam na szczęście przyjmują moją przesyłkę i mówią, że dojdzie do Madrytu do piątku. Koszt 25 euro.

Druga tura

Myślę sobie, że tym razem będzie wystarczająco dużo czasu, żebym dostała pakiet wyborczy i odesłała go spokojnie na czas. Z naciskiem na słowo spokojnie. Nic bardziej mylnego.

Od poniedziałku szóstego lipca codziennie po kilka razy, zaglądam do skrzynki. Wypatruję listonosza, jakby miał mi przynieść najpiękniejszy w życiu list miłosny. Jednocześnie rozmawiam z Polakami na Gran Canarii, innych wyspach i na półwyspie w Hiszpanii. Wiele osób czeka jak ja. W rodzinach mieszkających pod jednym adresem żona i syn dostają przesyłkę, mąż wciąż czeka. I wiele podobnych sytuacji. Napięcie rośnie jak w dobrym filmie. Przyjdzie pakiet, nie przyjdzie? Zdążę odesłać czy nie zdążę? Co polecacie, pocztę czy kuriera? Jakiego kuriera, skąd, po ile, itp.? Spędzam długie godziny na tego typu rozmowach.

Dziewiątego lipca w czwartek rano na widok pustej skrzynki pocztowej, zaczynam szukać lotów do Madrytu. Gdyby pakiet przyszedł za późno, mogłabym dostarczyć mój głos osobiście, także podczas weekendu. W Hiszpanii nie obowiązuje już stan alarmowy z powodu pandemii i można podróżować.

W końcu przesyłka z ambasady przyszła w czwartek po dwunastej. Biegnę więc do biura MRW. Tam w kolejce inna Polka przede mną, a pracownica biura już dobrze wie, że te przesyłki to na wybory i muszą dojść na czas.

– Wiele osób już przyszło z tym samym – wyjaśnia.

Przesyłka ma być dostarczona w piątek dziesiątego lipca do dziesiątej. Koszt 25 euro. Wiem, że mam szczęście, iż ostatecznie udaje mi się zagłosować, bo w piątek dziesiątego czerwca na Wyspach Kanaryjskich są Polacy, którzy nadal czekają na pakiety wyborcze. Jednocześnie na Fuerteventurze i Gran Canarii są osoby, które decydują się polecieć do Madrytu, żeby złożyć głosy, bo pocztą czy kurierem jest już za późno.

I tak zagłosuję.

Zarówno w pierwszej i drugiej turze, muszę się nasłuchać i naczytać, jak to osoby mieszkające akurat za granicą nie mają prawa głosować. Nie zliczę, ile razy już słyszałam, że jak ktoś w Polsce nie płaci podatków, to nie powinien brać udziału w wyborach albo że Polacy w innych krajach nie mają pojęcia o polityce, albo w tonie bardziej patetycznym, że jak zdradziłeś ojczyznę i wyjechałeś, to spal się ze wstydu i milcz.

Przypominam więc, że mamy XXI wiek i obywatel to nie jest chłop pańszczyźniany przywiązany do roli. Obywatelstwo to zdecydowanie więcej niż przebywanie pod daną szerokością geograficzną czy płacenie podatków. W XXI wieku o pewnych sprawach się już nie dyskutuje, bo są oczywiste. Oczywiste jest, że nie można bić żony, męża, dzieci, zaglądać ludziom do łóżka, ani zabierać ludziom prawa głosu. Nikt mi nie będzie, za przeproszeniem, mówił, że mam nie głosować, bo on sobie właśnie tak wymyślił i mu się tak podoba.

4 thoughts on “Polacy za granicą i wyborczy ból głowy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.