Najpierw na kawę

Zaraz po moim przyjeździe tutaj, w pierwszych dniach Hiszpan mówi do mnie – jedziemy do banku. Dobrze, no to jedziemy, pakujemy się do dużej czerwonej furgonety i zmierzamy do stolicy wyspy, Arrecife. Letni dzień, koniec czerwca, gorąco i dopiero co przeszła kalima, czyli afrykański wiatr znad Sahary, a wraz z nim pustynny pył i piasek. W samochodzie wszystko klei się od kurzu, zresztą samochód na zewnątrz też potwornie brudny, na drzwiach i oknach mijanych domów pełno czerwonego kurzu, zakurzone są … Continue reading Najpierw na kawę