Lekka schiza podróżnicza

Lekka schiza podróżnicza

Kiedy wszystkie gazety, portale oraz telewizje prześcigają się w relacjach o groźnym koronawirusie, dzielnie wytężam wszystkie umysłowe muskuły i staram się trzymać dystans do całej tej medialnej papki. Jednak, odprawiając się na lot na terminalu drugim lotniska we Frankfurcie, nie umiem nie zauważyć, że tuż obok stanowisk linii lotniczych, z którymi lecę na Gran Canarię, tuż obok właśnie dumnie widnieją bramki Air China. A przy nich stoją długaśne kolejki złożone z Chińczyków. I chyba połowa z nich ma maseczki na twarzy.

Ja na tym terminalu byłam już kilka razy i, słowo harcerza, nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi no to, że odprawiają się tu pasażerowie chińskich linii. Teraz w głowie dźwięczy mi przejęty głos Jolanty Pieńkowskiej – a trzeba przyznać, że pani Jolanta wyjątkowo pięknie i przejmująco potrafi modulować głosem – która, w czasie serwisu informacyjnego spogląda prosto w kamerę, czyli centralnie mi w oczy, oświadczając dobitnie, że śmiercionośny wirus zbiera swoje żniwo. Wynik starcia mój rozsądek versus głos pani Jolanty wynosi 0:1. Umysł przechodzi płynnie do kontemplacji faktu, że w takiej wielkiej hali jak na terminalu drugim lotniska we Frankfurcie i przy takiej mnogości ludzi, wirusy łączą się w locie, tańczą tango i robią imprezę.

Nie jestem jakoś wyjątkowo lękliwa podróżniczo, tak przeciętnie, rzekłabym. Niepokoją mnie zjawiska raczej standardowe jak wysokie fale, silne prądy morskie, kleszcze w wysokich trawach, katastrofy lotnicze. Mniemam, że ze względu na moje zainteresowania może zaliczono by mnie do jakiejś tam grupy podwyższonego ryzyka. Ciemne uliczne zaułki są nieprzyjemne pod każdą szerokością geograficzną, wszystko jedno Warszawa, Berlin czy Bangkok. Ale generalnie ciekawość idzie zawsze krok przed lękiem. Choć ten ostatni bywa czasem trudny do opanowania, kiedy, wiadomo, świat dwoi się i troi, żeby jakiś lęk mi wcisnąć, a nuż skoczą wyniki sprzedaży żeli antybakteryjnych do rąk.

Co do nowej medialnej epidemii, najbardziej skuteczną ripostę na wszelkie prasowe i osobiste schizy miał w zanadrzu chiński sprzedawca jednego ze sklepików w Las Palmas. Gdy znajomy, płacąc za zakupy, palnął głupawo: „nie macie tu chyba tego koronowirusa?”, sprzedawca z niczym niewzruszoną miną odparł: „Nie. Ale jeśli chcesz, mogę zamówić na jutro”.

2 thoughts on “Lekka schiza podróżnicza

  1. ‘świat dwoi się i troi, żeby jakiś lęk mi wcisnąć’…dokladnie, komus chyba zalezy, aby trzymac ludzi w strachu i napieciu, aby obnizyc nasze wibracje. Pozdrawiam serdecznie!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.