Jak zmieniały się Wyspy Kanaryjskie w ciągu ostatnich lat

Jak zmieniały się Wyspy Kanaryjskie w ciągu ostatnich lat

Zaczyna się już trzeci tydzień kwarantanny. Siedzimy w domach. Panuje przestój. Wszyscy zaczynają sobie zadawać pytanie, jak będzie wyglądało życie po koronawirusie. Wyspy Kanaryjskie przeżyły już wiele wzlotów i upadków. Jak zmieniła się sytuacja w ciągu ostatnich lat?

Gdy przybyłam na archipelag w 2012 roku, trafiłam akurat na kryzys, który trwał nieprzerwanie od słynnego roku 2008. Znalezienie pracy nie było łatwe, ale już po pierwszych trzech miesiącach udało mi się załapać na recepcję w hotelu. Z moich obserwacji wynikało, że choć faktycznie było trudno, ale kto się uparł, był gotowy się dokształcać, czegoś nauczyć albo wbrew przeciwnie, mimo wykształcenia zabrać się za wykonywanie prostszych prac, ten znajdował zatrudnienie.

Z 2012 roku najmilej wspominam ceny i dostępność mieszkań na wynajem. Nie było większego problemu w znalezieniu przestronnego lokum, w dobrym standardzie, lokalizacji i za przyzwoitą cenę. Za mieszkanie w Costa Teguise na Lanzarote, niedaleko oceanu, salon z kuchnią, sypialnia, duży balkon płaciłam 350 euro za miesiąc z wliczonymi wszystkimi opłatami. Obecnie za taką kwotę na wyspach można wynająć pokój.

Od początku mojego pobytu obserwowałam, jak stopniowo archipelag wychodził z kryzysu. Z roku na rok rosła liczba turystów. Wyspy Kanaryjskie, od dawna popularne wśród Brytyjczyków czy Niemców, stały się także modne dla Polaków. Przez pewien czas niepokoje w Turcji oraz krajach Maghrebu sprawiały, że archipelag był jedną z nielicznych bezpiecznych destynacji turystycznych. Ten boom nie oznaczał jednak tylko samych plusów dla mieszkańców.

Dla rezydentów główną bolączką był drastyczny wzrost cen wynajmu i kupna nieruchomości. Jednocześnie coraz mniej mieszkań na rynku było dostępnych na wynajem długoterminowy. Ktokolwiek bowiem posiadał jakiś dom, mieszkanie, lokum, chciał je wynajmować turystom na Airbnb.

Pierwsze rysy na obliczu tej turystycznej hossy pojawiły się w 2018 roku wraz z upadkiem linii lotniczych Air Berlin. Późniejsze kłopoty Ryanaira z protestującym personelem, zamieszanie na rynku lotniczym, niewiadoma związana z Brexitem i wreszcie upadek biura podróży Thomas Cook przerwały tę idyllę. Ostateczny cios zadał jednak koronawirus. Hiszpańskie władze zarządziły zamknięcie hoteli w całym kraju. Turystyka na Wyspach Kanaryjskich jest obecnie nieczynna do odwołania, zaś mieszkańcy zaczęli masowo tracić pracę.

Próba odpowiedzi na pytanie, jak będzie wyglądać sytuacja, póki co przypomina wróżenie z fusów.

2 thoughts on “Jak zmieniały się Wyspy Kanaryjskie w ciągu ostatnich lat

  1. Czy na pewno to była idylla, a koronawirus ciosem?

    Odwiedziłem w lutym 2020, w ostatniej chwili, pierwszy raz w życiu Wyspy Kanaryjskie. Byłem na Teneryfie, Fuercie, Lanzarote i la Graciosa. Noclegi wynajmowałem przez Airbnb. Właścicielka mieszkania na Teneryfie poprosiła mnie, abym kłamał sąsiadów, że jestem jej przyjacielem i abym nie mówił nikomu na osiedlu, że jestem turystą. Bo to było osiedle lokalnych mieszkańców, za murem i dużą bramą, a prezydent lokalnej społeczności wyrażał jej swoje niezadowolenie, że wynajmuje pokój nie wiadomo komu.

    Na wyspach widać było rozwarstwienie: biedniejsi mieszkańcy i bogatsi turyści. Nie byłem typowym turystą, a bardziej obserwatorem. Np. lokalni jeździli starymi autami, a turyści nowymi. Wiele było biednych podupadających restauracji (sam w Polsce mam dwie, więc znam temat), podrzędnych sklepików (wcale nie uroczych, jak niektórzy próbują je przestawiać, tylko po prostu brudnych, starych, na skraju opłacalności), podobnych jak na polskiej prowincji. Zwłaszcza w Arrecife na Lanzarote, ale też gdzieniegdzie na Teneryfie czy Fuercie. Szczerze mówiąc, to bałem się chodzić ulicami Arrecife, czułem się tam niezbyt bezpiecznie. Różni ludzie się tam kręcili i to przy samym centrum.

    Turystyka jest tylko iluzoryczną idyllą. Tymczasową. W długiej perspektywie lokalnym mieszkańcom, czy to Kanarów czy innych miejsc, trudno jest udźwignąć te tłumy turystów, infrastruktura niszczeje, przyroda niszczeje. Na Kanarach mieszka 2 miliony ludzi, a odwiedza(ło) 20 milionów. Turyści przywożą te pieniądze, ale co z tego? Lokalni muszą po tych turystach posprzątać, remontować, przystosowywać, te zadeptane miejsca odnawiać, usługiwać tym turystom w rozlicznych miejscach usługowych-turystycznych itd. Nawet jeśli ci turyści przywiozą miliardy euro, to nie sprawi, że wszystko samo się posprząta, zreperuje czy odnowi, a ciągłe w uproszczeniu “posprzątaj, pozamiataj, przynieś” może być dla lokalnych mieszkańców trudne do zniesienia na dłuższą metę. Lokalni muszą to wszystko udźwignąć. I na to nie zawsze znajdują siły w pewnym momencie i wtedy zaczyna wszystko niszczeć. A kiedy nie dają rady, to jest ten moment, kiedy dane miejsce turystyczne zaczyna podupadać, być zadeptanym, coraz mniej atrakcyjnym. To powolne niszczenie po prostu zaczyna być widać i wtedy turyści lubiący dzikie miejsca zaczynają je omijać, szukają bardziej niezniszczonych miejsc, które z czasem zaczynają się przekształcać w turystyczne i proces niszczenia i zmęczenia lokalnych mieszkańców powtarza się.

    Ten wirus i towarzyszący mu w tle ogromny krach gospodarczy, który dopiero się zaczął, to bardziej moment, kiedy to całe szaleństwo zatrzymało się. Teraz wszystko upadnie, jak po pożarze i będzie się powoli i mozolnie odradzać, też turystyka. Oby nie do tych 20 milionów turystów rocznie, chyba że za 10 lat. Obecnie Kanaryjczycy nie powinni przyjmować więcej niż 10 milionów gości-turystów rocznie. Te 20 milionów to dla nich za dużo.

    1. Słuszne uwagi. Zresztą jest o tym w tekście, że boom turystyczny nie oznaczał samych plusów dla mieszkańców, ale także i problemy. Jedno raczej jest pewne, nagłe, drastyczne zamknięcie branży turystycznej przyniesie mieszkańców więcej szkody niż pożytku.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.