Instrukcja obsługi Hiszpanii w sierpniu

Instrukcja obsługi Hiszpanii w sierpniu

No i nieuchronnie nadchodzi sierpień. Miesiąc, w którym połowa Hiszpanii zwalnia rytm i dołącza do tej połowy, która zwolniła już na początku czerwca. Miesiąc na wpół wymarłych miast i tętniących życiem plaż, miesiąc nieznośnych upałów w Madrycie oraz Sewilli, tłumów na Majorce, absurdalnie wysokich cen, lenistwa usprawiedliwionego upałem, zimnej lemoniady i sangrii. I żeby nie było, że wszyscy tylko odpoczywają, to trzeba przypomnieć, że pracownicy branży turystycznej zasuwają w pocie czoła jak jeden mąż, jak bury osioł. Jeśli więc zupełnie przypadkiem lub całkiem planowo znajdziecie się w sierpniowej Hiszpanii, zwróćcie uwagę na kilka rzeczy.

Należy się wyluzować. Powszechnie wiadomo, że czas w Hiszpanii płynie inaczej niż w pozostałej części Europy. Nie można się zbytnio przywiązywać do ustalonych pór otwarcia i zamknięcia przybytków wszelakich, rozkładu jazdy autobusów, umówionej godziny, o której ma przyjść facet z wypożyczalni samochodów. Pamiętajcie, że czas to jest jednak pojęcie względne i nie dla każdego płynie tak samo. To naprawdę złe wychowanie domagać się punktualności!

Nie ryczeć niczym pijany Anglik. Pracownicy hoteli i knajp wiele już w życiu widzieli. Każda nacja ma jakieś dwoje przyzwyczajenia. Anglicy, wiadomo, bardzo lubią all inclusive i robią dużo hałasu, jak już mają dużo tego all inclusive we krwi. Niemcy słuchają jakichś strasznych niemieckich szlagierów, Hiszpanie mogą zabić, jeśli ktoś niechcący wybudzi ich z popołudniowej sjesty, a Francuzi nie mogą zrozumieć, że w Hiszpanii francuski nie jest językiem urzędowym i cały czas są oburzeni. Jeśli chodzi o Polaków, gdy znajdą się pod wpływem all inclusive, robią zakłady o to, kto skoczy na główkę do basenu hotelowego, głębokość metr siedemdziesiąt. Po zwycięzcę przyjeżdża pogotowie.

Nie wspominać bitwy pod Grunwaldem. Do Hiszpanii przyjeżdża dużo Niemców, bo mogą tutaj znaleźć tak niespotykane w swym kraju zjawiska jak ładna pogoda i sympatyczni ludzie. Jednak na widok Niemców lub dźwięk języka niemieckiego w polskich wczasowiczach budzi się od razu patriotyczny zew. Na nowo przeżywają zjazd gnieźnieński, bitwę pod Grunwaldem, zabory, germanizację oraz kilka przegranych wojen. Ostentacyjny foch podczas kolacji typu szwedzki stół, wyniosłe spojrzenie nad parówkami, kąśliwy komentarz rzucony konspiracyjnie do żony przy maszynie do kawy, grymas podczas wieczornych animacji, gdy słychać niemiecki, wszystkie te zabiegi wyrównują trudną historię między naszymi narodami. Na korzyść Polski oczywiście.
Zresztą muszę przyznać, że Niemcy nie za bardzo zwracają na nas uwagę. Są zajęci. Toczą z Anglikami wojnę o leżaki nad basenem.

Nie wspominać bursztynowego świerzopu i gryki jak śnieg białej. Czy jest na sali jakiś Polak, który będąc w Hiszpanii, czy gdziekolwiek indziej na świecie na plaży, na wydmach, nad morzem, nad oceanem, nie wypowiedział sakramentalnie: a nasz Bałtyk ładniejszy!? Biję się w piersi i przyznaję, że mi też się zdarzyło.

Pamiętać, że kobiety opalają się topless, zakochani w sobie mężczyźni chodzą po ulicach, trzymając się za rękę i patrząc sobie czule w oczy, a grube dziewczyny noszą krótkie, obcisłe legginsy. Każdy żyje jak chce i nikt z tego powodu nie dostaje palpitacji serca.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.