Flamenco zmieszane z muzyką pop jako przepis na sukces

Flamenco zmieszane z muzyką pop jako przepis na sukces

Fantastyczna, wyjątkowa płyta, zjawisko, nowy, nieznany jeszcze dotąd gatunek. Młoda artystka zdobywa sobie popularność muzyką, którą, jak się zdawało, młodzi odłożyli do lamusa. Ambitna, nowoczesna i zarazem tradycyjna. Proszę Państwa, oto Rosalía, która namieszała w hiszpańskiej muzyce.

El mal querer, czyli Zło kochania to druga płyta Rosalii, wydana w ubiegłym roku. Właściwie nie wiadomo, do jakiego gatunku muzycznego przypasować twórczość artystki, zresztą ona sama też tego nie wie. Pojawiają się opinie, że stworzyła nowy, nienazwany jeszcze gatunek. Miesza flamenco, pop, muzykę elektroniczną, trap, czyli styl southern hip-hopu. Ci, którzy nie za bardzo chcą grzebać w muzycznych definicjach, twierdzą po prostu, że Rosalía łączy flamenco z muzyką miejską, tzw. urban music.

I to jeszcze nie koniec eksperymentów, artystka wychodzi bowiem poza samą muzykę, dodaje dźwięki z życia codziennego. Słychać tu ryk motorów, samochodów, wycie syren policyjnych.

Czerpie garściami inspiracje, nie zważając na epoki czy style. Raz będzie to tradycyjna muzyka cygańska, innym razem znowu… Justin Timberlake i jego Cry Me A River.

Wszystkie piosenki z tej płyty tworzą całość, opowiadają historię trudnej miłości, pełnej chorobliwej męskiej zazdrości i cierpienia kobiety. Każdy utwór to kolejny rozdział opowieści. Na przykład Pienso en tu mirá (Cap. 3: Celos), czyli Myślę o twoim spojrzeniu (Rozdz. 3: Zazdrość).

Artystkę zainspirowała powieść z XIII wieku pod tytułem Flamenca. Napisane w języku prowansalskim dzieło traktuje o owładniętym zazdrością mężu, który stara się odsunąć żonę od męskich spojrzeń i pragnień.

Rosalía prowadzi nas przez wszystkie fazy tej obsesji, od pierwszej piosenki Malamente (Cap. 1: Augurio), czyli Źle (Rozdz. 1: Wróżba), aż po ostatnią A ningún hombre (Cap.11: Poder), Żadnemu mężczyźnie (Rozdz. 11: Moc). Przechodzimy kolejno przez ślub, zazdrość, kłótnię, lament, ekstazę, przekleństwo – wszystkie składniki trudnej miłości.

Rosalía zachwyciła Hiszpanię, Amerykę Południową, dała o sobie znać w USA i Wielkiej Brytanii. Zgarnęła w ubiegłym roku dwie statuetki Latin Grammy Awards. Do grona jej fanów zaliczają się Alejandro Sanz, siostry Kardashian, Emily Ratajkowski a Pedro Almodóvar chce, by wystąpiła w jego najnowszym filmie.

Wśród zachwytów i pochwał nie zabrakło oczywiście słów krytyki. Jednym z powtarzających się zarzutów jest, że Rosalía śpiewa wywodzące się z Andaluzji flamenco a pochodzi z Katalonii. Jej muzyczne eksperymenty i mieszanie gatunków nie podobają się obrońcom czystości tradycji, którzy zarzucają jej brak szacunku dla muzycznej spuścizny kulturowej. Artystka odpowiada na to, że muzyka nie ma właściciela.

Cała Hiszpania zachodzi teraz w głowę, jak to możliwe, że milenialsi pod wpływem Rosalii nagle chętnie zaczęli słuchać flamenco (pierwsza płyta Rosalii Los Angeles ma bardziej tradycyjne, andaluzyjskie brzmienie) i popu z elementami flamenco.

W czym więc tkwi sukces tej artystki? Odpowiedzi na to pytanie można by znaleźć wiele. Jedna rzecz, która szczególnie przyciąga moją uwagę, to charakterystyczne dla tej muzyki, tekstów i klipów swoiste niedopowiedzenie. Rosalía zarysowuje historię, miesza gatunki muzyczne, tworzy jednak dzieło otwarte, zostawia swoim fanom pole do interpretacji, nadawania znaczeń, własnego rozumienia. W show biznesie, który często serwuje odbiorcom kompletnie przemieloną i strawioną papkę, to dosyć oryginalne i odważne posunięcie.

A tu możecie poczytać, co to jest ten reggaeton:

Reggaeton na lato

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.