Ciąg dalszy kryzysów: koronawirusa oraz imigracyjnego. I wciąż piękna pogoda

Ciąg dalszy kryzysów: koronawirusa oraz imigracyjnego. I wciąż piękna pogoda

Jesień na Wyspach Kanaryjskich mija, jak na 2020 rok przystało, w cieniu kryzysu związanego z koronawirusem oraz kryzysu imigracyjnego. Na szczęście na pogodę można jeszcze liczyć, ta dopisuje, cokolwiek by się nie działo.

Doniesienia prasowe mówią o niskich w porównaniu z Hiszpanią lądową statystykach wirusa. Wszędzie wałkuje się temat obowiązkowych od 23 listopada testach na koronawirusa, dla osób przylatujących do Hiszpanii, przy czym testy mają być sprawdzane już na lotnisku, a nie jak zarządził wcześniej lokalny rząd kanaryjski, w hotelach podczas zameldowania. Codziennie dowiadujemy się też o kolejnych imigrantach z Senegalu czy Maroka, którzy na prowizorycznych łodziach przybijają do brzegów wysp. Lokalna administracja nie wie już, gdzie ich umieszczać, bo na niewielkim archipelagu nie ma odpowiednich ośrodków, gdzie imigranci mogliby czekać, aż przeprowadzone zostaną wszystkie procedury i podjęta decyzja o ich dalszym losie.

To że władze archipelagu nie radzą sobie z kryzysem imigracyjnym, wiadomo nie od dziś. We wtorkowy wieczór kryzys wymknął się jednak mocno spod kontroli, kiedy to autobusy z imigrantami dotarły z portu w Arguineguin na południu Gran Canarii do Las Palmas. W stolicy wyspy podarowano imigrantom „wolność”, to znaczy zostawiono ich na jednym z miejskich placów. W ten sposób ponad dwustu imigrantów, pochodzących głównie z Maroka, bez pieniędzy, bez wody i jedzenia, bez znajomości hiszpańskiego wylądowało na ulicy. Okoliczni mieszkańcy zaczęli przynosić im wodę i jedzenie, na miejsce dotarli też dziennikarze, podniosło się larum. W końcu zorganizowano dla imigrantów nocleg na południu wyspy, by nie musieli spędzać nocy pod gołym niebem. Prezydent archipelagu zapowiada, że podobne sytuacje nie będą miały miejsca oraz zapowiada znalezienie winnych całego tego zamieszania.

Mimo wszystko, oprócz tych oczywistych problemów, życie toczy się w miarę normalnie. Na plażach, turystycznych i górskich szlakach panuje spokój. Ludzie dyskutują o tegorocznym zamieszaniu, ale w końcu wracają do swoich codziennych spraw, planują weekendowe rozrywki czy wyjście na plażę. Restauracje, bary, punkty usługowe są otwarte. Większe obostrzenia obowiązują jedynie na Teneryfie, gdzie na przykład ograniczono liczbę osób mogących przebywać w barach i restauracjach, kinach, teatrach, itp. Maseczki są obowiązkowe na całym archipelagu i póki co nie ma widoków na to, żeby miało się to szybko zmienić. Na szczęście póki co nie ma też widoków na to, by miał być wprowadzany bardziej rygorystyczny lockdown, godziny policyjne, jak to się dzieje w Hiszpanii kontynentalnej i wielu krajach Europy. Piszę to jednak z dużą rezerwą, nie ma bowiem żadnej gwarancji, że pół godziny po tym, jak opublikuję ten tekst, coś się znowu nie zmieni.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.