Podróże, kryzysy gospodarcze i pomaganie

Podróże, kryzysy gospodarcze i pomaganie

Podróżowanie to jedna z największych przyjemności w życiu. Zdecydowanie. Staram się, w miarę możliwości, jak największą część roku i życia spędzić w drodze. Nie jest to wciąż tyle, ile bym chciała, wciąż niewiele całkiem, ale i tak już coś. Austria, Hiszpania, Tajlandia, Maroko, Wielka Brytania, ta lista się jeszcze nie kończy. Podróżuję, zmieniam miejsce pobytu, zamieszkania, mam, gdzie spać, co jeść, mam dwie zdrowe nogi i ręce, które udźwigną plecak i walizkę.

Do zbioru moich doświadczeń wliczam historie i zdarzenia dosyć banalne – jakieś kłopoty, a to sercowe, a to finansowe, poniedziałki, gdy nic się nie chce, znudzenie rutyną, bolący ząb. Straty codzienne, ludzkie, niedogodności znośne, pierwsze zmarszczki, nużący deszcz albo za dużo słońca, pojawiające się zgodnie z zapowiedziami ekonomistów kryzysy gospodarcze. Wszystko to, najlepiej okraszone muzyką, z nią generalnie lepiej jest na co dzień i od święta. Z muzyką na przykład taką.

I tu następuje moment, w którym łączą się podróże, muzyka, finanse i doświadczenie oraz dumnie wkracza banał. Nie da się właśnie, nie zahaczając o banał, opowiedzieć o tym momencie, gdy człowiek odkrywa, że w swoich podróżach i codziennych kłopotach jest właściwie szczęściarzem. Odkrycie, którego dokonały już miliony ludzi, za każdym razem zaskakuje tak samo.

Wokalistka, która śpiewa tę piosenkę z plażą nad Wisłą w tle, potrzebuje pomocy. Cierpi od najmłodszych lat na poważne, zagrażające życiu problemy z kręgosłupem. Do zbioru swoich doświadczeń wlicza osiemnaście przebytych operacji, śruby wkręcane w czaszkę, niezliczenie długą listę dolegliwości, ból. W wieku dwudziestu lat przeszła operację, która miała być ostatnią. Teraz ma dwadzieścia cztery lata i okazało się, że metalowy pręt, który podtrzymywał jej sylwetkę, jest pęknięty. Wykrzywiony kręgosłup nie pełni swojej funkcji, nie utrzymuje torsu, który opada pod własnym ciężarem i miażdży narządy wewnętrzne.

Wiecie, to jedna z tych historii, gdy lekarze w Polsce rozkładają bezradnie ręce i nie obiecują zbyt wiele. Może przeżycie, ale zdrowia i sprawności na pewno już nie. Dostępne za granicą leczenie, w tym przypadku w Nowym Jorku, kosztuje niebotyczne pieniądze. Dwa i pół miliona dolarów, w złotówkach to pięć i pół miliona za możliwość zwykłego, normalnego funkcjonowania na co dzień. Takiego funkcjonowania, które większość z nas dostała zupełnie za darmo.

Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, która od ponad miesiąca nie wychodzi z domu, leży w łóżku, prawie się nie podnosi z bólu i lęku, by nie przygniotło jej jej własne ciało, a pęknięty pręt nie przebił któregoś z narządów. Nie może przecież uciec w żadne działanie, by choć na chwilę zapomnieć o swojej sytuacji. Nie wiem, jak ona utrzymuje równowagę psychiczną w oczekiwaniu na to, aż dobrzy ludzie uskładają pieniądze na jej operację. Takie oczekiwanie wyobrażam sobie jako ogromną torturę. Proszę, wpłaćcie datki na zbiórkę dla Mai, żeby nie musiała aż tyle czekać. I żeby miała szansę, by przeżyć i podnieść się z łóżka na własnych nogach.

Szczęście, zdrowie, pieniądze, w końcu wszyscy krążymy wokół tych samych spraw.

5 thoughts on “Podróże, kryzysy gospodarcze i pomaganie

  1. Co prawda z poczytnością mojego bloga nie jest za dobrze odkąd rzadko publikuję, jednak wrzucę piosenkę Mai (pięknie śpiewa dziewczyna) u siebie z prośbą o przyłączenie się do zbiórki – może ktoś dołączy.

      1. Dziękuję wam!
        Miałam dokładnie te same dylematy, przecież mój blog jest kameralny, nie zaglądają tu miliony. Ale jeśli uda mi się namówić parę osób, a każda z tych osób namówi parę innych osób…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.